Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brian De Palma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brian De Palma. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Świadek mimo woli, reż. Brian De Palma (1984)


Wśród dziewięciu hitchcockowych thrillerów Briana De Palmy – zapoczątkowanych "Siostrami" z 73, a kończących się na "Namiętności" z 2012 – powstały w 84 roku "Świadek mimo woli" (Body Double) pod względem chronologicznym jest piąty, znajduje się więc niejako w centrum. Pasuje to do niego o tyle, że to ostatni znakomity film De Palmy utrzymany w tej stylistyce (aczkolwiek niedoceniony "Femme Fatale" z 2002, także trzyma wysoki poziom). Jest też tym, który z niniejszego grona idzie może najdalej w autotematycznym kierunku. Wyprzedza w tym względzie swoją dekadę, co zresztą nie pozostało bez wpływu na jego nie zawsze pozytywne przyjęcie w momencie premiery i w latach następnych. 

Podkreślenie, że są to thrillery hitchcockowe jest w tym przypadku oczywiście czymś więcej, niż zwróceniem uwagi na podstawowy wzorzec. Trudno znaleźć inny przypadek w historii gatunkowego kina, w którym twórczość jednego reżysera tak bardzo - tak często i z podobną konsekwencją - opierałaby się na kinie innego twórcy. "Siostry", "Obsesja", "W przebraniu mordercy", "Świadek mimo woli", "Mój brat Kain"... to niezmiennie pastisze filmów Htchcocka, reprezentowanych tu najczęściej – czy może w najłatwiej rozpoznawalny sposób - przez tytuły takie jak "Psychoza", "Okno na podwórze", "Zawrót głowy" i "Rebeka". De Palma nawiązuje do Hitchcocka w stylu, w konkretnych fabułach i ich bohaterach, ale też w przenikających je obsesjach, w fetyszyzmie, w pomyśle na kino jako takie, które jest wysmakowane, pełne emocji, napięcia, ale i dwuznaczności. 

O ile jednak Hitchcock, często ze względu na cenzurę (choć, rzecz jasna, nie wyłącznie ze względu na nią), posługiwał się podtekstem, o tyle De Palma – z podtekstów bynajmniej nie rezygnując - śrubę dosłowności dociska do końca. Wychodząc od Hitchcocka, i nigdy o nim nie zapominając, realizuje kino świadomie przestylizowane i eskapistyczne (często też, według dzisiejszych standardów – niepoprawne i seksistowskie), sięga przy tym po środki wyrazu właściwe dla swoich czasów. Łącząc niskie z wysokim, wyrafinowane z wulgarnym, dużo czerpie z współczesnych mu gatunków i rodzajów kina, niekoniecznie zawsze uznanych: B-klasowych horrorów, slasherów, musicali, kina erotycznego, a nawet pornograficznego. 


Kluczowe dla thrillerów De Palmy jest pojęcie voyeuryzmu, związane tak z sytuacją fabularną, jak też z odbiorem tej sytuacji; tym, co powstaje na linii widz-film, gdy oko kamery staje się poniekąd okiem odbiorcy, i gdy za jej pośrednictwem to, co niemoralne, niedozwolone, zostaje przez widza w pośredni sposób doświadczone. 

W najlepszej sekwencji "Świadka mimo woli", bardzo charakterystycznej dla stylu De Palmy, długiej, rozgrywającej się na korytarzach, ruchomych schodach, w windach i podziemiach towarowego sklepu, bohater, Jake, śledzi kobietę, Glorię, o której wie, że śledzi ją ktoś inny, kto prawdopodobnie chce ją skrzywdzić. Jake, choć kierują nim słuszne motywy (chce ostrzec, pomóc), niemalże biernie poddaje się sytuacji, w której uczestniczy: jest i nie przestaje być podnieconym podglądaczem. W miarę upływu czasu podnieconym tylko bardziej (najpierw podgląda Glorię, gdy przymierza ona i kupuje bieliznę, potem - pod wpływem impulsu - wyciąga z kosza na śmieci i chowa do kieszenie spodni jej majtki). A ponieważ - jak się okaże - sytuacji ulega nie tylko śledzący, ale też świadoma jego obecności Gloria, cała ta, pełna doskonale podsycanego napięcia (ale i jw. specyficznego humoru) sekwencja kończy się jak erotyczna, męska fantazja zobrazowana - i spotęgowane - przez kicz kina (pocałunkiem namiętnym bardziej niż namiętność).  

U źródła, u Hitchcocka, motywy voyeurystyczne, to w pierwszej kolejności oczywiście "Okno na podwórze" i "Zawrót głowy", zarazem te dwa dzieła, które dla fabuły "Świadka mimo woli" są istotne najbardziej. Bohater filmu De Palmy - wspomniany Jake Scully (cierpiący na klaustrofobię niespełniony aktor, zdradzany przez żonę nieudacznik, który opiekuje się mieszkaniem znajomego i podglądając sąsiadkę staje się świadkiem morderstwa), to echo zarówno Scottiego z "Zawrotu głowy", jak i Jeffa z "Okna na podwórze". Z pierwszym łączy go choćby motyw choroby, lęku, którego przezwyciężenie – lub nie przezwyciężenie – odegra ważną rolę w finałowych scenach filmu. Z drugim - podglądanie, którego konsekwencją jest wpadnięcie na trop/bycie świadkiem morderstwa. 


Ale z "Zawrotem głowy" wspólny jest też u De Palmy motyw sobowtóra. U Hitchcocka, wplątany w intrygę bohater najpierw zakochiwał się w śledzonej przez niego Madeleine, potem ją tracił, następnie odnajdował w postaci Judy i tracił ponownie w finale. W "Świadku mimo woli" jest podobnie, ale jedynie do pewnego stopnia. Tam gdzie Scottie spotykał Judy - będącą tak naprawdę Madeleine, tam Jake trafia na trop Holly, striptizerki i aktorki porno – będącą tak naprawdę właścicielką seksownego ciała, które wplątany w intrygę bohater brał wcześniej za ciało Glorii. Tym samym - w dość charakterystyczny dla subtelności thrillerów De Palmy sposób – melodramatyczna warstwa "Zawrotu głowy", sprowadzona zostaje do erotycznego podniecenia. W drugiej części filmu nieprzypadkowo zresztą trafi Jake - także jako aktor - na plan pornograficznego filmu. 

Pod względem konstrukcji, drobiazgowo dopracowany "Świadek mimo woli" dzieli się na dwie symetryczne względem siebie części. Sceny i wydarzenia z pierwszej połowy, znajdują swoje odbicia w wydarzeniach z drugiej. Miejsce pojawiającego się wcześniej filmowego planu wampirycznego horroru – przy którym pracował Jake –  zajmuje plan filmu pornograficznego, a odbywającej się na nim scenie seksualnego zbliżenia Jake'a z Holly towarzyszy retrospekcja przypominająca jego namiętny pocałunek z Glorią (co daje doprawdy przezabawny efekt); sama zaś Holly wchodzi w rolę Glorii już nie tylko jako ciało, ale też potencjalna ofiara mordercy. 

W zabawie strukturą filmu, powtórzeniami, najdalej idzie De Palma w kulminacyjnej scenie filmu - pojedynku Jake'a z mordercą, kiedy w pewnym momencie po prostu zatrzymuje akcję, przeskakuje do sceny finałowej (aczkolwiek widz oglądający film po raz pierwszy nie może o tym wiedzieć), będącej jednocześnie nawiązaniem do sceny otwierającej film, po czym wraca do tej wcześniej porzuconej, czym w rezultacie (nie pierwszy raz) rozbija iluzję realności świata przedstawionego. 


W pozostałych swoich thrillerach - pozostających zawsze na służbie stylu i konwencji, przez co osadzonych w świecie mniej lub bardziej sztucznym - De Palma również chętnie uciekał od szeroko rozumianego realizmu, najczęściej za sprawą poetyki snu, zacierającej granice między prawdą a fikcją. Tak było w "Siostrach", "Moim bracie Kainie", "Femme Fatale", "Namiętności" i - do pewnego stopnia - w jego najlepszym filmie "W przebraniu mordercy". W "Świadku mimo woli" iluzję burzy struktura i elementy bezwstydnego kiczu, ale również częste zaznaczanie obecności planu filmowego, kamery. We wspomnianym wyżej nieoczekiwanym przeskoku z ważnej sceny do innej, najmocniej działa fakt, że ta druga rozgrywa się na planie filmowym, i (chociaż jest to plan horroru, w którym, jak w początkowej scenie, gra bohater) w pierwszej chwili efekt jest taki, jakby był to plan "Świadka mimo woli". Podobnie dzieje się nieco wcześniej, w sekwencji w klubie, w którym realizowany jest film pornograficzny. Gdy w pewnym momencie w lustrze pojawia się odbicie ekipy z filmowym sprzętem to - choć jest to naturalnie wpisana w fabułę grupa osób realizująca porno - wydaje się, jakby to sam Brian De Palma i jego współpracownicy pojawili się w tym odbiciu. Nieprzypadkowym rzecz jasna i wymownym.